czwartek, 29 stycznia 2015

The story of my life...








Ktoś poprosił mnie kiedyś, kiedy pierwszy raz pojawił się temat mojego bloga, by napisać parę słów o mojej historii z wolontariatem. Zatem… zapraszam do czytania.

Wolontariat jest naprawdę genialną sprawą. Jestem wolontariuszką od około czternastego roku życia. Mieszkałam w kilku miejscowościach do tej pory. Ilekroć się przeprowadzałam, tyle zmieniałam fundację, w której byłam wolontariuszką. Bycie wolontariuszką daje mi w życiu wiele radości. Ci z nas, którzy są wolontariuszami, wiedzą jak to jest. W życiu, jak to w życiu, można trafić na różnych ludzi. Jedni, wdzięczni za pomoc. Otwarci na ludzi. Drudzy, kompletne przeciwieństwo. Tak, tak… Zaraz mi powiecie, jesteśmy tylko ludźmi itd. itd. Ale czy nie łatwiej i nie przyjemniej pracuje się z ludźmi, którzy nie marudzą, lecz współpracują?

Kocham to, co robię. Daje mi to nadzieję i siłę, by przeżyć każdy kolejny dzień. Czyni mnie szczęśliwą. Tak łatwo to ja się nie poddaję. Daje z siebie wszystko za każdym razem. Ostatnio, wzięłam miesiąc “urlopu” od fundacyjnego życia. Stęskniłam się za tym. Stęskniłam się za moimi dzieciakami. To trochę dziwne, wiem. Oczywiście musiałam się rozliczyć z dokumentów, czy faktur, ale mimo wszystko, brakowało mi codziennego kontaktu z wolontariatem. Doszłam do wniosku, że nie wyobrażam sobie mojego życia bez tego. Bo to stanowi część mnie.

Zaczęłam moją przygodę z wolontariatem od fundacji zajmującej się pomocą ludziom pochodzącym z biednych, czasami wręcz patologicznych rodzin. Zapytacie mnie, co może robić czternastoletnia wówczas dziewczyna? Można pomagać na wiele sposobów. Na przykład zbierając pieniądze. Jest naprawdę mnóstwo możliwości. Później, kiedy przeprowadziłam się do innego miasta, byłam wolontariuszką w Domu Samotnej Matki. Nie mam zbyt dobrych wspomnień z tego miejsca. Zakonnice, które prowadziły ten dom, uważały, że wolontariat to obowiązek. Spotkania obowiązkowe wolontariuszy odbywały się w godzinach, kiedy byłyśmy z koleżankami w szkole. Nie obchodził ich fakt, że niestety, nie mogę sobie ot tak odpuścić zajęć na chwilę przed maturą. Cóż… nie wszyscy doceniają pracę wolontariusza. Ci mali podopieczni, te małe istotki, nie były niczemu winne i to dla nich tam byliśmy. To dla nich warto było się starać. Kiedy miałam dziewiętnaście lat przeprowadziłam się po raz kolejny. Przeszłam odpowiednie szkolenie, dzięki któremu mogłam być wolontariuszem medycznym w hospicjum. Tam „spędziłam” ponad dwa lata swojego życia. Uwielbiam tych ludzi, sam pomysł tego wolontariatu. Z tymi wolontariuszami i pracownikami hospicjum można konie kraść. Dzięki temu wolontariatowi dałam radę przejść przez ciężki okres w swoim życiu. Po kilku latach przeprowadziłam się do jeszcze innego miasta, w którym obecnie mieszkam. Tu zostałam wolontariuszką Fundacji Mam Marzenie, oraz, wraz z moimi przyjaciółmi oraz naszym ówczesnym Koordynatorem - o. Grzegorzem - zaczęliśmy prowadzić zajęcia z wolontariatu pedagogicznego.

Mój obecny wolontariat to zupełnie coś innego niż moje wcześniejsze wspomnienia. Ktoś kiedyś zapytał mnie, który wolontariat wspominam najmilej. Odpowiedź jest bardzo prosta. Wolontariat medyczny w hospicjum. Kocham tych ludzi. Tworzą oni najlepszą społeczność, w której można pracować. Wiele z nimi można zdziałać, bo są chętni do pracy, są, w pełnym tego słowa znaczeniu, altruistami, nie wahają się, kiedy ktoś prosi o pomoc, a na ich twarzach nieustannie gości uśmiech i mimo przelanych łez, kiedy odchodzi “ulubiony” pacjent, tam aż chciało się wracać. Pamiętam jeden dzień, kiedy miałam swój “dyżur wolontariatu”. Skończył się on dla mnie bardzo… smutno. Ale to zupełnie inny temat…

-------------

English version

Someone had asked me, when I first brought the topic of writing a blog, to write of what I have done before, to write about my previous work? So here we go…

Volunteer work is pretty amazing thing. I do this since I was about fourteen. Few places to live, so few foundations as well. It still brings me happiness. We, volunteers, know how it goes. One family, that you help, is really grateful. Keep smiling still. The others are completely different. There are complains nonstop. I know, you all will tell me, that we are only humans, and we are all different. But that doesn’t mean that what me and my friends do, doesn’t require any communication. And you all know that in addition to have a good relationship with a family you have to talk and discuss everything.

I love what I do. It gives me hope, strength to live another day. It makes me happy. So I’m not giving up so easily. I try my best every time. Lately, after about a month, when I had a little break from FMM, because of my MSc exam, I missed this! I missed my little kids. It was weird. Of course I had to account for all of my recent invoices etc. but I’ve been out of my foundation life. During my absence I realized that I can’t imagine my life without this. It’s a part of who I am.

I began my adventure with volunteer work with Foundation, which helps pure families . What a fourteen-year-old girl could do back then, you ask? You can help in different ways. By raising money for example. They are a lot of possibilities. It’s one of them. Then, I was a volunteer at Home for Single Mothers. I don’t have much good memories from that time. I don’t think that volunteer work is someone’s obligation. The nuns working there unfortunately thought that it is. Although infants and other babies were so worth it, to keep going, to keep coming there. When I was nineteen I moved out to another city. I went through special training, what allowed me to work at Hospice. I did that for over two years. I loved this. The idea, the people. It helped me go through tough time in my life. Then, when I moved out to the city, where I live now, I became a volunteer at Make-a-wish Foundation and together with my friends I started educational volunteering.

That’s completely different than my previous volunteer work. Once someone had asked me, which one I loved more, the answer is easy. Hospice. Best people to work with. Best community to do crazy and sometimes almost impossible things. I remember one day that ended up horrible for me, but … that’s another story for another day.

wtorek, 6 stycznia 2015

Marzenia się spełniają // Dreams come true






Miesiąc temu było mi dane uczestniczyć w spełnieniu marzenia małej Kai. Kaja to moja mała, trzyletnia, Marzycielka. Wspominałam już o niej wcześniej, nawiązując do wizyty księżnej Danii, Marii Elżbiety w naszym mieście, a także zdając relację z poprzedniego spotkania. Oto i relacje ze spełnienia marzenia.

 „To możli­wość spełnienia marzeń spra­wia, że życie jest tak fascynujące.”



                                           Paulo Coelho



Naprawdę nic nie daje nam większej satysfakcji niż uśmiech na twarzy małego dziecka. To ta radość daje nam siłę i poczucie, że nasza praca nie idzie na marne. Tego pięknego, ale jakże mroźnego ranka wyruszyliśmy w drogę do naszej marzycielki – Kai. Po dwóch godzinach jazdy samochodem przybyliśmy na miejsce zwarci i gotowi do pracy. Dzień wcześniej Panowie przywieźli wszystkie meble, a w ową sobotę przyjechaliśmy do Kai, aby spełnić marzenie naszej Marzycielki i wręczyć jej uroczyście Dyplom Spełnionego Marzenia. Przyjechaliśmy na miejsce i pierwsze, co zobaczyliśmy, to była mała Kaja wypatrującą nas przez okno. Ucieszyła się, kiedy nas zobaczyła. Pomachała nam na przywitanie, a my odmachując pospieszyliśmy do środka. Weszliśmy po chwili do mieszkania i, ku naszemu zaskoczeniu, meble stały już złożone w pokoju! Niemniej jednak przywieźliśmy ze sobą pozostałą część marzenia i wręczyliśmy je naszej małej Marzycielce. Zobaczyliśmy wówczas na jej twarzy jeszcze szerszy niż dotychczas uśmiech. Zziębnięci przeszywającym mrozem, zostaliśmy ugoszczeni gorącą herbatką. Chwilę później, kiedy rozgrzała już nas wspomniana herbata i uśmiech na twarzy małej Kai, przyszła pora na rozpakowanie pozostałych prezentów. Kiedy nasza Marzycielka zobaczyła kufer na zabawki, od razu chciała się w nim schować! I prawie jej się to udało! Mała była tak zaoferowana naszą obecnością i spełnieniem marzenia, że uśmiech nie znikał z jej z twarzy przez cały czas! Stolik, który stał na środku pokoju, wypełniły natychmiast kolorowe książeczki z bajkami, kredki i kolorowanki. Kaja opowiedziała nam jeszcze bajkę o Pawle i Gawle i przyszła na nas pora. Wręczyliśmy uroczyście Kai Dyplom Spełnionego Marzenia i ruszyliśmy w drogę powrotną do Szczecina. Dziękujemy Ci, Kaja, za piękne marzenie. Dziękujemy, że mogliśmy spełnić tak ważne dla Ciebie i całej Twojej rodziny marzenie. Bo to dzięki takim Marzycielom jak Ty, warto mieć marzenia. 

A teraz kilka słów ode mnie, tak bardziej… prywatnie… Marzenia, takie jak to, wymagają od nas wolontariuszy czasu. I to bardzo dużo czasu. Wszyscy wiemy, jaka jest obecnie ekonomia. Biorąc ją pod uwagę, jesteśmy wdzięczni za każdego sponsora, czy zwykłą, codzienną pomoc. Najwięcej czasu w związku z tym zajmuje nam znalezienie sponsorów. Kiedy już ich znajdziemy, zazwyczaj bywa z górki. Dlatego z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim, którzy pomogli nam spełnić to marzenie. Nie znam Was wszystkich po imieniu, a szkoda. Bo każdemu chciałabym uścisnąć dłoń i powiedzieć zwyczajnie – dziękuję. Pomogły nam między innymi dzieci ze szkoły podstawowej. Jestem wdzięczna, że dzieci, od najmłodszych lat, uczą się pomagać innym! Wielkie brawa dla szkoły i nauczycieli! Pomogła nam również pewna para młoda, która na swoim ślubie wspierała nas dzięki akcji „Zamień kwiaty na marzenia”. I oczywiście p. Marii, wraz z rodziną. Dziękujemy za ten niesamowity gest! Nawet nie wiecie Państwo ile to dla nas i naszych Marzycieli znaczy! Za to wszystko – zwyczajnie – dziękuję!

//

English version:

About a month ago, we’ve made our little Kaja’s dream come true. Kaja is my three-year-old Dreamer at Make-a-wish Foundation. I’ve already mentioned some about her, about her impression on Queen of Denmark, Mary Elisabeth, in our town. I’ve also posted the report from our previous meeting. This time I have some news about making her wish come true. Let’s hear it.

“It's the possibility of having a dream come true that makes life interesting.”



                                                  Paulo Coelho



Really, nothing gives us more proud than smile on child’s face. That happiness gives us power and strength, and feeling, that our job is not a waste of time. That beautiful, but so freezing morning we had long trip before us, to see our Dreamer – Kaja. After two hours of a drive, we came to our destination, ready to do our job. Day before then, furniture has been brought to our Dreamer’s home, and that Saturday we were supposed to make our little’s girl dream come true. Of course we had Dreamer’s Diploma and some more surprises for her too. After we came, we saw Kaja waving at us, we waved her back and hurried up inside. We came in, and what we saw? Every single furniture was put already together! Nevertheless we brought some stuff too and we wanted to give it also to our little one. We saw even bigger smile on her face then. Was that even possible?! Because of the weather outside we were like frozen, so Kaja’s mom made us some really hot tea. After we drunk it, and after getting a lot of warming Kaja’s smiles, the time for a next move had came. It was time to see, what we brought with ourselves. Our little Dreamer saw toy box. And immediately wanted to hide inside, and… almost did it! Our Sunshine was so busy and happy, because of all the presents, that the smile had never disappeared from her face. Child’s table, that had been in the middle of the room, was now full of colorful books, crayons and coloring books. We had a big pleasure to listen to the story of Paweł and Gaweł, polish story for kids, that was said to us by little Kaja. As it turned out it was one of her favourites. Then, it was time for us to go home, so therefore we gave Dreamer’s Diploma to Kaja, and said goodbye and went home. Thank you, Kaja, for having such a beautiful dream. Thank you and your whole family, for giving us the opportunity of making your wish come true. Thanks to little kids like you, it’s so worth to have a dream!

Now, something from myself. More… private words… Dreams, like this one, requires from us, volunteers, more time. A lot of more time. We all know what the economy nowadays is. Taking this into the consideration we are really grateful for every sponsor, that wants to help us. Every, even if it was really simple help. Because this wouldn’t exist without you all. So… after all, it takes the most time to find a sponsor. When we do find them indeed, it’s way easier. Therefore, at this point, I would like to thank you all, who helped us make Kaja’s dream come true. I don’t know you personally, shame. Because I would like to shake your hand and say simply – thank you. We got help from kids in primary school. It’s so amazing, that kids learn to help and how to help! Big thanks goes to the school and teachers! We had help from Newlyweds! Thanks to the “Change flowers for dreams” thing! And of course, last, but not least, big thanks goes to Mrs Maria R. and her family. Thank you all for your help. You don’t even know how much it means to us. And all we can give you is a simple – thank you!

poniedziałek, 15 września 2014

Wspomnienia mają w sobie moc // In memories the power we have



Wspomnienia mają w sobie moc

Środa zaczęła się dla nas od sesji fotograficznej, na której niestety nie mogłam się pojawić. Natalia dzielnie mnie zastępowała, a ja dołączyłam do wszystkich po pracy. Nie byłyśmy jeszcze głodne, a dziewczyny poszły wcześniej do restauracji, z której widać cały Szczecin. Tym sposobem dopiero około godziny 16 poszłyśmy na obiad, aby mieć siłę na resztę dnia. Później, z uśmiechem na twarzy powędrowałyśmy na dworzec kolejowy, by tam odbyć długo wyczekiwaną podróż do Poznania. Miejsca, w którym następnego dnia czekało nas wiele niespodzianek. Niestety, kiedy dotarłyśmy na miejsce byłyśmy już tak zmęczone, że nie miałyśmy na nic sił. Zostałyśmy więc w hotelu i poszłyśmy spać. Następnego ranka udałyśmy się na dół  do restauracji na przepyszne śniadanie. Wymeldowałyśmy się z hotelu. I o godzinie 10 wszystko się zaczęło. Ujrzałyśmy Pana Mirka czekającego na nas przed halą Międzynarodowych Targów Poznańskich. Pan Mirek okazał się niesamowicie otwartą i przesympatyczną osobą, która wprowadziła nas we wszystkie potrzebne tajniki dotyczące wydarzeń tamtego dnia. Potem zostaliśmy przedstawieni pani Elwirze, która odpowiedzialna była za wszystko, co działo się na backstage’u. Pani Elwira oprowadziła nas po okolicznych pawilonach i przedstawiła projektantom, w których kolekcjach Patrycja miała tamtego dnia wyjść. Przedstawiła nas również wszystkim modelkom i paniom odpowiedzialnym za fryzury i za make up. Nie uwierzycie, ale później, razem z mamą Pati, zostałyśmy wyrzuceni z backstage’u! W tym czasie, kiedy oglądałyśmy pobliskie stoiska, Pati poznała bliżej wszystkie dziewczyny i miała zrobioną fryzurkę. Kiedy przyszłyśmy z powrotem Pati była już po ostatnich przymiarkach i miała wszystko gotowe oprócz makijażu. Pani wizażystka czekała już na Patrycję ze szczerym uśmiechem na ustach. Jakieś pół godziny później po gotowym makijażu, Pati poszła się przebrać, a my razem z Panią Moniką zasiadłyśmy na widowni. Kilka minut później po raz pierwszy ujrzałyśmy Patrycję na wybiegu. I od tej pory nie mogłam przestać się uśmiechać. Kiedy widziałam, jak największe marzenie Patrycji, oprócz oczywiście pozbycia się tej jakże wstrętnej choroby, właśnie się spełnia. To trzeba było przeżyć na własnej skórze. Kiedy widzisz, że Twoja i pozostałych wolontariuszy praca, nie poszła na marne. Kiedy widzisz, że marzenie wcale nie okazało się jedynie wybujałą fantazją, ale stało się rzeczywistością. Pati wystąpiła w kilku kreacjach. Prezentowała się w wielu naprawdę fajnych odsłonach. Ja stałam razem z pozostałymi przedstawicielami mediów i nagrywałam filmik na kamerze. Momentami musiałam zrobić przybliżenie, by się upewnić, czy to na pewno była Pati. Naprawdę jestem Pati z Ciebie dumna! Dałaś radę pójść na wybiegu jak profesjonalistka bez żadnych prób wcześniej. To po prostu niesamowite! Wracając do wydarzeń w ów dzień. Po pokazie mody przeszłyśmy się na Stare Miasto i tam zjadłyśmy smaczny obiad, a później wymęczone całym dniem udałyśmy się na pociąg. Przyjechałyśmy w nocy, zmęczone, ale szczęśliwe.

W tym miejscu chciałabym podziękować przede wszystkim Patrycji i jej mamie. Dziękuję Ci Pati za te dwa dni, za nasze rozmowy, za dobre słowo, za radość na Twoich ustach, a przede wszystkim za Twoje marzenie. Było ono dla mnie wielkim wyzwaniem, jako że jesteś moją pierwszą Marzycielką w tej fundacji. Mam nadzieję, że nie masz za złe ani mnie, ani moim koleżankom – wolontariuszkom, że tak mocno Cię „nakłaniałyśmy” na przemyślenie Twojego marzenia. Wierzę, że spełniło się Twoje prawdziwe marzenie i dzięki tym dwóm dniom zyskałaś pewność siebie, nadzieję i wiarę. Zwyczajnie – dziękuję.

Dziękuję też Pani, Pani Moniko. Za cierpliwość, za miłą rozmowę, za te łzy szczęścia po pokazie. Mam nadzieję, że te dni dały i Pani trochę sił na dalszą walkę z chorobą córki. Dzięki Pani wiele zrozumiałam i wiele sobie uświadomiłam. Zapytała mnie Pani, czy ciężko jest pogodzić pracę i wolontariat, odpowiedź oczywiście brzmi – nie,  tak naprawdę trudniej jest pogodzić się z rzeczywistością.

Dziękuję Pani Ewie, która w imieniu Międzynarodowych Targów Poznańskich kontaktowała się ze mną i dzięki której tak naprawdę wszystko odbyło się perfekcyjnie, a nawet lepiej niż mogłam sobie wyobrazić. To dzięki Pani dobremu sercu, chęci i zaangażowaniu spełniło się marzenie Patrycji. I to dzięki Pani ktoś się uśmiechnął i któż to wie może i „zostanie modelką” nie pozostanie jedynie marzeniem a całkiem możliwą przyszłością. Z całego serca dziękuję.

Dziękuję wszystkim odpowiedzialnym z ramienia Art Couture Foundation, panu Mirkowi i pani Elwirze. Za każdą radę dla Patrycji, za to, że pomogli nam Państwo, choć nie musieli. Pamiętam rozmowę z Panem, Panie Mirku, przez chwilę na początku. Zapytał Pan, czemu nie przyjechało więcej ze mną Marzycielek i że przecież każdy się pewno zgodził na spełnienie tego marzenia. Zauważyłam wówczas zdziwienie na Pana twarzy na słowo „niekoniecznie”. To wiele dla nas, wolontariuszy, znaczy, że ktoś docenia naszą pracę i ma otwarte serce i wierzy w ludzi. Pani Elwiro, dziękuję za pani pracę, za dodanie otuchy i za powtarzanie nam, a w szczególności Patrycji, by się nie stresowała. Dziękuję Państwu za wszystko. Serdeczne podziękowania pragnę złożyć też wszystkim modelkom. Dzięki dziewczyny za tak otwarte przyjęcie Pati do swojej grupy, za porady, za towarzystwo i za uczynienie tego dnia najpiękniejszym jak to tylko możliwe. Dziękuję też paniom odpowiedzialnym na wizerunek za tak pozytywne reakcje.

Pani Agnieszko, jestem Pani bardzo wdzięczna za Pani zaangażowanie i niepozostanie obojętną na los naszych Marzycieli w Fundacji. Na wiadomość o tym, że historia Patrycji Panią bardzo poruszyła i dlatego też zdecydowała się Pani pomóc dwóm innym Marzycielom i spróbować spełnić ich marzenie – oniemiałam. Łezka się w oku kręci na wieść, że są jednak ludzie, którzy chcą sprawić uśmiech na twarzy chorych dzieci.

Dziękuję Panu Tomaszowi za sesję zdjęciową Patrycji. Wielkie Panu dzięki! Oczywiście nie mogę też zapomnieć tutaj o Sebastianie – Seba dzięki za pomoc!

Dziękuję również Karolinie – Wiceprezes Zarządu Fundacji Mam Marzenie, za pomoc w organizacji hotelu. Karola, wielkie, serdeczne dzięki! Dziękuję też Pani Ani i dyrekcji Sheraton Poznan Hotel za możliwość przenocowania w Państwa hotelu. Wielkie dzięki również dla całej obsługi hotelowej za miłą i bezproblemową obsługę.

Chciałam podziękować również Asi, Natalii i Karolinie, moim koleżankom – wolontariuszkom Fundacji Mam Marzenie. Dzięki Asia i Karola za pomysł na „selfie w windzie”. Szkoda, że ktoś niedocenia naszej pracy, ale cóż – mówi się trudno. Jego strata! Dzięki Natka, że godnie mnie zastąpiłaś w środę i że mogłam na Ciebie liczyć. Wielkie Wam dzięki z całego serducha!

Dziękuję też moim rodzicom. Mamo, tato, dzięki za zrozumienie, za pomoc, za pomysły i za poświęcony czas. Dzięki, że trzymaliście za mnie i moją Marzycielkę kciuki przez cały czas.

Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam. Jeszcze raz wszystkim wielkie dzięki i do zobaczenia niebawem.





 English version

In memories the power we have

Wednesday had begun with Patti’s photo session, unfortunately I couldn’t be there as I was working then. Natalie was there, and was doing a great job. I’d met girls later that day. They went before to the famous restaurant, where you can see the whole city from above. Later that day around 4 pm we went to eat something to have the power for the rest of the day. At 5 pm was time to arrive at train station and travel to Poznan, where everything was happening the next day. Unfortunately, we were so tired, that we didn’t even had the strength to see the city at night, for what we were hoping to do so. Next morning we went to the hotel restaurant to eat breakfast, then we went to check out of hotel and…. Everything begun. It was 10 am, time to start one of the biggest day for my Dreamer in her life. We saw someone, with whom I’ve been in contact with waiting for us in front of the Poznan International Fair. He was really open minded and very nice person, who showed us everything there. Later we were introduced to nice lady, whose name was Elwira. She walked us all around and introduced us to every designer there, in whose collection Pati was going to show up that day. She was responsible for everything, what was happening at the backstage, then we got to meet models and make-up girls. You won’t believe me, but we were (with Pati’s mom) kicked out of backstage then! At this point we went to look around. Pati’d got to meet models closer and had her hair done. When we came back, Pati’s behind last fittings and was almost all prepared besides make-up. Miss, who were taking care of this topic, was waiting for our special girl with huge smile on her face. Maybe about half an hour later Pati went to change and we went to see this event from the front. After just few seconds it was the first time in our life that we got to see Pati as a model. I couldn’t stop smiling! At this point I knew that it was the biggest dream of hers. Besides, of course, getting rid of this illness she has. You have to believe me it was awesome! When you see that it was not just a dream, it was really happening. You could see Pati in few outfits. She looked very, very cool in every outfit she was wearing. I was there filming it with mass-media guys. I had to zoom in almost every time at the beginning since I could not recognize her from other girls! I’m really proud of you girl! Pati, you did an amazing job that day! You were so great without any rehearsals at all! But, coming back to the rest of the day. We went to see the Old Town. We ate some dinner, and very tired went to the train station to come back home. We got to the north of Poland very tired, but nevertheless very HAPPY!

Here I would like to thank for the most Patrycja and her mom. Thank you Pati for those two days, for our late talks, for a good word, and joy on your face, and last but not least – for your dream! It was a big challenge for me, as you are my first Dreamer at Make-a-wish Foundation. I hope you don’t mind, that we ( I mean myself and my co-volunteers) were so pushing the boundaries about your real dream at the beginning. I hope that we made one of  your biggest dream come true, and thanks to those two days you received more confidence in yourself, more hope and faith. Simply THANK YOU!

To Pati’s mom. I would like to thank you, Ma’am. too. For patience, for nice talks, for tears of joy. I hope that all that happened gave you more strength to fight with your daughter’s illness. Thanks to you I got to understand more, and more. You asked me, how hard it is to work and be a volunteer at Make-a-wish Foundation at the same time. The answer still stands. It’s not hard to be a volunteer and work at once, it’s hard though to understand and get used to the reality.

I would like to say big thanks to Ms. Ewa Mrożek, with whom I spoke on behalf of Poznań International Fair Ltd. And thanks to whom it was all perfectly organized. Thanks to your big heart, good will, and commitment, it was such a great day. Thanks to you we could see smile on Pati’s face, and who knows, maybe „be a model”-wish is not so wish after all. Maybe it’s the near future for Pati. Thank you with all of my heart.

I would like to thank also everyone in Art Couture Foundation, I mean Mr. Mirosław Maciejewski and Ms. Elwira Górska particularly. Thank you for your advice, for your help. You didn’t have to do this, but hence you did. I remember conversation with Mr. Mirosław Maciejewski and he said, why hadn’t we came with more girls, it would be a pleasure, and that practically everyone agreed for this in a heartbeat. I remember the shock, that I saw on his face, when I said it wasn’t so easy at all. For us, volunteers, it means a lot that someone finds our work important, that someone has a big heart, and faith in others. Ms Elwira Górska, thank you for keeping us sane and telling us to do not stress so much. Thank you all for everything. I would like to say hello to every model here. Thanks girls for being so open for my girl. For your advices, for keeping us company, for making that day even better (Is that even possible? J ) Also big thanks to every lady, who was responsible for hairstyles and for make-up!

Ms. Agnieszka Frankowska, I’m very grateful for your commitment and not remain impassive. When I’ve heard the news that Pati’s history has touched your heart and therefore you decided to help two other of our Dreamers – it made
my day. It’s overwhelming and extraordinary. It’s breathtaking that I could meet someone like you, someone who wants to make our sick kids a bit happier during their time in need.

Big thanks goes to Tomasz too, for doing photo shoots. Big, big thanks! Of course, how could I forget about Sebastian! Seba, big thanks to you too for your help at this!

Karolina, I would like to say thank you to you too. Karolina is the v-ce president of Make-a-wish Foundation in Poland. Without your help it would be so much harder to prepare everything, especially finding hotel. Thank you so much! And therefore big thanks goes to Ms. Anna and Sheraton Poznan Hotel management for giving us the opportunity to stay at your hotel that night. Acknowledgments goes also to the stuff, who works there!

I would like to thank also Jo, Natalia and Karolina, my friends and co-volunteers at our local Make-a-wish Foundation team. Thanks Jo and Karola for your ideas of ‘selfie in the elevator”. It’s a shame, that someone doesn’t care about the work we do. Well – his loss. Thanks Natalie for really great back up on Wednesday. Thank you girls with all of my heart!

I would like to thank my mom and dad. Mom, dad, thank you for understand me, for your help, ideas, and for your time spend on this. Thank you guys for keeping your fingers crossed for me and for my Dreamer!

I hope that I haven’t forget about anyone. One more time – THANK YOU and see you soon with another DREAM!

czwartek, 11 września 2014

My safe word is... cops :)






As always - English version is below:)

Ten sobotni dzień rozpoczął się dla nas – wolontariuszy - już od wczesnych godzin porannych. Nadeszła pora na spełnienie marzenia Kacpra. Wszystko organizowaliśmy w wielkim pośpiechu. Tym razem my – wolontariusze FMM – mieliśmy najmniej pracy. Cała niespodzianka została przygotowana przez Komendę Powiatową Policji w Sławnie. To dzięki tamtejszym policjantom spełnienie marzenia Kacpra okazało się tak niesamowite. Wszystko zaczęło się od przypadkowej kontroli drogowej i podwózce radiowozem na komisariat. Na miejscu pan policjant oprowadził Kacpra po całym budynku od aresztu po salę konferencyjną, gdzie czekaliśmy na niego my – wolontariusze Fundacji Mam Marzenie – wraz z niespodzianką – marzeniem Kacpra. Tam czekał na niego również pokaz wyposażenia policjanta od wykrywacza metalu po kamizelkę przeciwuderzeniową. Kacper wpatrywał się zaciekawiony i słuchał wszystkiego uważnie. Po całej prezentacji wręczyliśmy Kacprowi wymarzony komputer, a panie policjantki wręczyły prezent od siebie wraz z Dyplomem Przyjaciela Policji. Później zeszliśmy na dół, aby zobaczyć jak wygląda radiowóz od środka. Tam chwilę jeszcze porozmawialiśmy i rozstaliśmy się z uśmiechem na twarzy. Cały czas Kacper niedowierzał temu, co się dzieje. Miło nam zawsze usłyszeć, że trafiliśmy w dziesiątkę z odkryciem i spełnieniem marzenia. Dzięki Ci wielkie Kacper za Twoje serce, za marzenia, za uśmiech. Twoja radość, to nasza radość. Chciałabym podziękować z całego serca również policjantom z Komendy Powiatowej Policji w Sławnie. Bez Państwa i Państwa poświęceniu nie potrafilibyśmy w pełni spełnić marzenia Kacpra. Dziękujemy za Państwa pracę, to dzięki takim ludziom jak Wy – warto mieć marzenia.



English version

That Saturday’d begun very early for us – volunteers. It was time to make Kacper’s dream come true. We didn’t have much time to prepare everything properly so we put every piece together in no time. This time we, the volunteers, had had not so much to do, after all almost whole surprise was prepared by Local Police Department in Sławno. Thanks to cops there, Kacper’s dreamed-of day had been so amazing. This day started for Kacper with quite “random” police road check on the way to town and a lift to local precinct by a cruiser. There, policeman showed Kacper all around, from lock-up to conference room, where we were waiting with the surprise. There was also few things for Kacper to see, like metal detector or strike-proof vest. Kacper was very curious, looked around and listened very carefully. We gave him his dreamed-of computer, and policewomen gave him special gift from them with special "Diploma for a Police’s Friend". Later we walked down to see what does the cruiser looks like from the inside, had a little chit-chat and it was unfortunately time to say good-bye. Through the whole time Kacper hadn’t believed, that anything what was happening was true. It’s nice to hear that we found out what was your real, sincere dream. It’s always nice to know that our work wasn’t wasted. Thank you so much Kacper for your heart, for your dream and for the smile. Your joy is our joy. I would like to thank also every cop at Police Department in Sławno. Without you and your dedication to work we could not make Kacper’d dream come true. Thank you for your work, thanks to people like you – it’s worth to have a dream.

Here is link to Make-a-wish Foundation with an article in Polish about this day written by my friend and co-volunteer, Jo.